codzienność na fińskiej prowincji
Kategorie: Wszystkie | Musa | Pod włos | Potyczki | Ruoko | Się dzieje | Suomi | o.O
RSS
środa, 06 marca 2013
Koleżanka z pracy nachyliła mi się dzisiaj do ucha i konspiracyjnie wyszeptała "fajny jest ten wasz lekłalesa". Moment przeznaczony na zrozumienie oczywiście wykorzystałam na zorientowanie się, o kogo chodzi oraz ukrycie zmieszania. Zmroziła mnie troche, bo chyba chciałam żyć w nieświadomości, że wypowiedź pana Lecha nie przeciekła i nigdy nie przedostanie się za granicę. Wolę Wałęsę, który jest czy to postacią historyczną czy też sympatycznym starszym panem z ciekawą przeszłością, od Wałęsy który mówi rzeczy głupie i nienawistne.

A przecież to nic nowego. Teraz jedynie zawstydza mnie mój własny pobłażliwy rechot z jego ultrakonserwatywnej (eufemizm) postawy po wypowiedziach na temat pani Danuty (np. byłby się nie żenił gdyby wiedział, że będzie pisała książkę) i z płaczu nad nieugotowanym obiadem. Zastanawiające jest, co zmiękczyło jego wypowiedź o żonie, czyniąc rozczarowanego męża zabawnym, a nie pozwoliło już przełknąć komentarza o publicznej separacji osób homoseksualnych. Rozczarowanego czterdziestoma latami małżeństwa, codziennej obsługi, urodzeniem i wychowaniem ośmiorga dzieci.

Wpadka pana Wałęsy nie pierwsza i nie ostatnia. Szkoda, że zaprzepaszcza wizerunek.

Koleżanka roześmiała się i powiedziała, że to wspaniały i odważny człowiek, nie boi się mówić tego co myśli i tego co cicho popiera większość ludzi. I ona sama oczywiście.

Ręce opadają.

Humane i piękna pościelówa Wish God was a woman. Uspokaja lepiej, niż szum morza w Zatoce Gdańskiej.





środa, 13 kwietnia 2011
Sala pełna śpiewających Finów to absolutne nieprawdopodobieństwo. A jednak. Co lokal publika ryczy błogo aktualny klubowy hit. Petri Nygård feat. Lord Est "Selvä päivä" :




Podobno chwytliwość przeboju ma związek z tematyką utworu.
23:13, shamsa , Musa
Link Komentarze (1) »
środa, 16 marca 2011
W sierpniu 2010 roku sauna objawiła swoją ciemną stronę. W Mistrzostwach Europy w saunowaniu (Saunomisen Maailman Mestaruus) w Heinola w finale zmarł Rosjanin Vladimir Ladyzhenkiy (pisownia fińska), a poważnie ranny został jego rywal Timo Kaukonen (obaj na zdjęciu w poniższym linku).

W marcu zakończył się proces w tej sprawie
. Sąd orzekł, że winy nie ponosi organizator mistrzostw, gdyż warunki w saunie w trakcie zawodów nie odbiegały od normalnych. Przyczyną śmierci Rosjanina było nadużycie leków i maści zwiększających wytrzymałość ciała w wysokich temperaturach. Leki te zaburzając percepcję temperatury przyczyniają się do udaru cieplnego i śmierci. Słowem, do zgonu doprowadził doping. Fin poparzył 70% powierzchni ciała, uszkodził płuca i nerki. Łącznie spędził w szpitalu cztery miesiące. Obrażenia Fina, jak sam zaznacza, powstały w wyniku tradycyjnego rosyjsko-fińskiego współzawodnictwa, zwyczajnie nie wypadało wyjść przed Rosjaninem.

Niestety, w związku z wypadkiem zakończono rozgrywanie Mistrzostw. Trochę szkoda, ale z drugiej strony chyba od początku nie były dobrym pomysłem.


Zainteresowanym ciemną stroną fińskiej łaźni polecam horror, pod tytułem "Sauna" (2008, reż. Antti Jussi Annila)


Gdy w naszym kraju pokatastrofowe dyskusje toczą się głównie wokół energetyki jądrowej, niezgodnego z prawami natury braku szabrowników, oraz wpływu trzęsienia ziemi na obchody kwietniowej rocznicy (kto za tym stoi?!), Finlandię opętała panika. Następnego dnia po wybuchu w elektrowni preparaty jodowe z aptek zostały wykupione. Napędzana przez prasę bulwarową histeria nuklearna zainspirowała oczywiście wirtualnych twórców:



Trudno jest określić, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego akurat w tym kraju myśl narodu została opętana promieniowaniem. Przypuszczalnie w pamięci Finów świeża jest jeszcze katastrofa Czarnobylska, w wyniku której to właśnie nad Skandynawią wystąpiło największe skażenie, nie licząc samej Ukrainy. Sprawa  jednak wydaje się mocno przesadzona, bo jod z aptek znikł już wtedy, gdy jedynie runęła ściana reaktora w Fukushima, a ze względu na ogromny dystans dzielący Finlandię od Japonii, powtórka z 1986 roku jest mało prawdopodobna.


środa, 27 października 2010
Ciekawe zjawisko i piękna kobieta. Pierwszy utwór to przebój "Mun koti ei oo täällä" z roku 2008 z płyty Alkovi:



Drugi to teledysk z ostatniej płyty Vapaa ja yksin, czyli Baden-Baden:





Gdy we wtorkowy wieczór oglądałam z zaciekawieniem i robótką w rękach talk-show w telewizji publicznej A-studio (coś w rodzaju naszego "Warto rozmawiać", ale w normalnej, pluralistycznej wersji), nic nie zwiastowało nadchodzącej burzy. Program był nawet interesujący, a tematem dyskusji były prawa obywatelskie homoseksualistów, czyli prawo do zawierania małżeństw oraz jego społeczne konsekwencje. W dyskusji udział wzięli ultrachrześcijanie, geje, młodzież, parlamentarzyści, psychologowie i inni, jak to zwykle w takich programach bywa. Ale to słowa Päivi Räsänen wywołały lawinę wydarzeń. Reprezentująca chrześcijańską demokrację posłanka "zaprezentowała poglądy fundamentalistyczne i bezkompromisowe" (art. w jęz. ang.), czyli określiła małżeństwo jako  prawo wyłącznie mężczyzny i kobiety, definitywnie odrzucając możliwość ustanowienia regulacji prawnych uznających prawa mniejszości seksualnych. Po tym skandalu rozpoczął się exodus zbulwersowanych obywateli z łona kościoła narodowego, czyli ewangelicko-luterańskiego.


W sumie, w ciągu jedynie tygodnia odeszło 30 000 wiernych. Biorąc pod uwagę, że każdy z nich w ciągu roku w postaci podatku płaci ok 1000 euro, wśród duchownych wybuchła panika. Minister kultury, odpowiedzialny za sprawy kościoła, ostro skrytykował Räsänen, a z wypowiedzi duchownych przebijał zaskakujący liberalizm w kwestiach ludzkiej seksualności.

Wydarzenie to jest znamienne i wielowymiarowe, dla wszystkich osób myślących w sposób oczywisty poruszające problemy natury zarówno religijnej, jak i społecznej czy politycznej. Można dyskutować tu o jakości wiary osób odchodzących od kościoła po występie polityka w telewizji, można poruszyć kwestię postaw obywatelskich czy nawet trudności "demokratycznego"  kościoła protestanckiego w adaptacji do dzisiejszych, zmieniających się realiów społecznych. Trudno mu wciąż być dla wiernych filarem, skoro w rzeczywistości, to od nich wszystko zależy.

Homodyskusja w Finlandii trwa. Grzech czy nie, płaci podatki czy nie, dobry rodzic czy nie. Homoseksualizm rozbierany jest na czynniki pierwsze i określany na nowo. Rezultaty zobaczymy zapewne wkrótce, choć mam przeczucia, jakie będą.
wtorek, 19 października 2010

Dwa miesiące temu pisałam o rekordowych upałach, a tu już czas pisać o mrozach. Spacer nad jeziorem przywołuje słodkie wspomnienia niedawnych kąpieli i choć liście jeszcze na drzewach gdzieniegdzie zielone, spadł śnieg i chwycił mróz. Gdy praktycznie cały kraj poruszał się jeszcze beztrosko na letnich oponach, nadeszła zima w pierwszej połowie października i naród fiński stanął w obliczu stanu wyjątkowego. Z wypiekami na twarzy śledzono doniesienia mediów, oczekując ponurych wieści o katastrofach komunikacyjnych, ofiarach śmiertelnych, wioskach odciętych od świata, szpitalach i szkołach pozbawionych prądu.

I co nastąpiło? Ano nic. 10 drobnych stłuczek w całym województwie to bilans dwudniowych opadów (ok.20cm) przy kilkustopniowym mrozie, wg doniesień mediów lokalnych.

Jako Polka mam prawo czuć się zaskoczona. Jeszcze w pamięci mam obrazki z pierwszych przymrozków w ojczyźnie, kiedy co kilka kilometrów mijałam w rowach auta tez zaskoczonych. Sparaliżowane pierwszym śniegiem miasta, stłuczki na każdym skrzyżowaniu, narzekania mieszkańców, spóźnienia do pracy. A tu proszę. Transport działa, życie toczy się swoim rytmem, dzieciaki się cieszą, spóźnialscy ściągają łodzie z jezior.

Jak Finowie to robią? Zwyczajnie. Działają dwa mechanizmy. Po pierwsze, służba drogowa. Od początku października w gotowości, choćby i śnieg miał spaść dopiero w grudniu. Czekają tyczki porozstawiane dla pługów śnieżnych wzdłuż jezdni i dróg dla pieszych. (Są to długie na ok 1-1,5m jaskrawe pręty, lub zwykle kijki powbijane przy krawędziach dróg jak Finlandia długa i szeroka, na wypadek gdyby śnieg spadł tak obficie, że nie dałoby się rozpoznać przebiegu jezdni.) Sprzęt gotowy do akcji w każdej minucie. Ciecie, pługowi i cala reszta systemu oczekują na pierwszy opad, zapowiedziany lub nie.

Drugi mechanizm to ludzie świadomi zagrożenia i korzystający z rowerów, lub środków komunikacji publicznej, jeśli to tylko możliwe. Kierowca, który musi wyjechać autem na letnich oponach w takich warunkach, jedzie bardzo powoli, ostrożnie, nie spieszy się nigdzie, wychodzi z domu odpowiednio wcześnie lub nawet spóźnia się zwyczajnie. Dla wszystkich jest oczywiste, ze w takich warunkach powiedzenie "Spiesz się powoli" jest prawdziwe jak nigdy.

Miłą konsekwencją północnego spokoju jest dosłownie kilka stłuczek, o efektach naszego polskiego wariactwa nie trzeba wspominać. Z zainteresowaniem śledzę potyczki Finów z pogodą, upałami czy mrozami. Musze przyznać, ze jestem pod wrażeniem. Nic ich, o dziwo, nigdy nie zaskakuje.

czwartek, 29 lipca 2010

Jest mała miejscowość w pobliżu, taka wieś gminna, kościół, sklep i bar. A też ma swój festiwal, Lemin musiikkijuhlat, na którym można uświadczyć również muzyki szopenowskiej. Zachwycona zjawiskiem i stęskniona trochę za Szopenem zamierzam odwiedzić, posłuchać i może jakieś zdjęcia zrobię.

Ps. Wczoraj został pobity lokalny rekord upału lata 35,0 a rekord mierzalnych wszechczasów wynosi 35,9 i pochodzi z 1914 roku. Wszyscy dziś w napięciu oczekują jego pobicia, bo jak mówią, dziś albo nigdy. Co za emocje, idę popływać.

Ps2. No i rekord wszechczasów pobity. Za to w jakim stylu! Z 35,9 na 37,2 stopnie. Czyli do pokonania, ale dopiero gdy słońce stanie się czerwonym olbrzymem.

poniedziałek, 26 lipca 2010


Na IBBF w Imatra spotykają się corocznie zespoły  i orkiestry reprezentujące rozmaite gatunki muzyczne. IBBF odwiedzają największe gwiazdy muzyki jazzowej, rockowej czy bluesowej z Finlandii i całego świata. Koncerty trwają przez 9 dni, od rana do wieczora, część z nich jest uliczna, a część klubowa. W tym roku odwiedzili Karelię McCoy Tyner, Joe Lovano i Buddy Guy.

Wybrałam się na wieczór rockowy ze względu na Vesterinen Yhtyeineen, ale absolutnym deserem był oczywiście dzień jazzowy,. Porządna rozgrzewka z NATO Jazz Orchestra, potem zagrał mistrz McCoy Tyner ze swoim Trio, przy akompaniamencie saksofonu Joe Lovano. A na koniec świetny koncert dał Tuomo Prättälä z Helsinek ze swoim 10 osobowym zespołem.

A tu Tuomo i Don't take it too hard:



Ten blog robi się coraz bardziej muzyczny, ale co ja poradzę, kiedy fińska muza jest naprawdę do rzeczy. Ciekawe zresztą skąd im się to bierze.
Poza tym trwa gorące lato, sezon ogórkowy, gotować się nie chce, tylko człowiek moczy się w jeziorze, albo kleszcze po lesie zbiera. Muzyka aż rezonuje w powietrzu.

niedziela, 25 lipca 2010

Młoda fińska grupa popowa i ich dwa kawałki. z albumu  "Jönköping". Czemu dwa? Bo ich lubię. Wpisują się w lokalną poetykę nie śpiewania byle czego. Czyli tekstu też da się z przyjemnością posłuchać. Polecam w szczególności chłopaków w koncercie na żywo. Njam.


Kukaan ei koskaan, (romantycznie):



Mitä tapahtui Hokkasen Timolle? (społecznie):





 
1 , 2 , 3 , 4 , 5